Penguins-Jets 4:0: Shuout Vokouna, świetny mecz Pingwinów
Nie zwalniamy tempa. Bezapelacyjne zwycięstwo, 14 z rzędu, okraszone shutoutem Vokouna.
W dzisiejszym meczu zadebiutował w naszej drużynie Douglas Murray i jego fizyczna obecność w defensywie była wyczuwalna. Kolejny powrót po kontuzji zaliczył Malkin i trzeba przyznać, że jego formacja z Nealem i Morrowem wyglądała imponująco. Jets okazali się przysłowiowymi chłopcami do bicia.
Przez większą część pierwszej odsłony obie drużyny wzajemnie się badały. Goście mogli objąć prowadzenie, ale strzał Miettinena wyłapał Vokoun. Po drugiej stronie lodowiska szansę na swojego debiutanckiego gola w barwach Pens miał Morrow, jednak Montoya świetnie wyjechał z bramki i zażegnał niebezpieczeństwo. Wraz z upływającym czasem rzucało się w oczy, że gracze z Winnipeg nie nadążają za naszymi zawodnikami. Wprawdzie akcja trójkowa Despres-Dupuis-Crosby nie przyniosła jeszcze gola, ale po chwili już mogliśmy świętować. Na lodzie przebywały trzy nasze strzelby, Malkin, Crosby i Kunitz i zanim goście zdali sobie sprawę z powagi sytuacji przegrywali już 1:0. Kolejną cudowną asystą popisał się przy golu Crosby i grzechem byłoby gdyby Kunitz z niej nie skorzystał. Nabraliśmy wiatru w żagle i po chwili Dupuis obił słupek bramki Montoyi. Chwyciliśmy rywala za gardło i przed pierwszą przerwą bramkę zdobył jeszcze Geno. Nasz zawodnik uderzył krążek łyżwą, ale powtórki wykazały, że zrobił to w sposób niezamierzony.
Humory musiały dopisywać fanom Penguins, a zrobiło się jeszcze przyjemniej w drugiej tercji. Pierwsza groźna akcja przyniosła gola. Świetną kontrę naszej najlepszej formacji wykończył Dupuis. Po tym golu goście porzucili wszelkie marzenia o dobrym wyniku. W pełni kontrolowaliśmy wydarzenia, a w pewnym momencie wyglądało to jakbyśmy urządzali sobie trening strzelecki. Kennedy próbował na raty, ale musiał obejść się smakiem. Biła od nas taka pewność siebie, że nawet Orpik podczas gry w osłabieniu zdecydował się zaatakować bramkę przeciwnika. Nie udało się naszemu obrońcy, za to skuteczniejszy był Dupuis, który wykończył kolejną kontrę gdy na ławce kar siedział Martin. Pojawienie się w klubie Iginli musiało podziałać mobilizująco na Pascala. Były już kapitan Flames jest przymierzany do naszej pierwszej formacji by partnerować Crosbyemu, w tym kontekście Dupuis musiałby ustąpić miejsca przychodzącemu gwiazdorowi. Ciężki orzech do zgryzienia będzie miał Bylsma.
Na początku trzeciej tercji zafundowaliśmy gościom powerplaya 5 na 3. Pojawiła się szansa na honorowego gola dla przyjezdnych, ale i ten promyk nadziei szybko zgasiliśmy. Mimo komfortowego prowadzenia bardzo ofiarnie zagraliśmy PK co najlepiej symbolizuje postawa Adamsa stającego na linii strzału rywala. Chwilę później Dupuis mógł ustrzelić hat-trick, lecz źle przyłożył kij w dogodnej sytuacji. Goście wyglądali na bezsilnych i zawstydzonych takim obrotem spraw. Ich rozpacz pogłębił jeszcze Vokoun, który wybronił sytuację 1 na 1 z Wellwoodem. Swojego trzeciego gola szukał do końca Dupuis i na 30 sekund przed końcem miał ku temu okazję ale „przydzwonił” w słupek. Szkoda bo mielibyśmy na koniec jeszcze małą uroczystość .
To był jeden z tych meczy kiedy wszystko wychodziło. Nasza dominacja w strzałach wyraźna ( 43:20 ). Świetna dyspozycja w buliku gdzie wygraliśmy 37 wznowień przy zaledwie 19 rywali. Swój jubileuszowy, 50 shutout, zaliczył Vokoun.
W następnym meczu powinien zadebiutować Iggy i pozostaje pytanie komu będzie partnerował. Na chwilę obecną jesteśmy na 1 miejscu w całej NHL, a przecież jeszcze się wzmocniliśmy. Tak trzymać.
Pittsburgh Penguins - Winnipeg Jets 4:0 (2:0;2:0;0:0)
Bramki: 16. Kunitz (Crosby, Martin), 19. Malkin (Neal, Niskanen), 25. Dupuis (Kunitz, Crosby), 39. SHG Dupuis (Vokoun)



Komentarze