M59.: PIT - MTL 5:6 SO - Grad bramek po przerwie
Druga porażka Pingwinów z rzędu po rzutach karnych. Podopieczni Dana Bylsmy po szalonym spotkaniu przegrali z Montrealem 6:5. To był typowy mecz z Canadiens, a także typowy start Pens po dłuższej przerwie bez rozegranego meczu.
Równe tempo
Mecz rozpoczął się w szybkim tempie, zarówno miejscowi jak i goście próbowali nadać swój rytm gry. Canadiens doszli do głosu w 5. minucie spotkania, kiedy to przed bramką, nieatakowany Brendan Gallagher uderzeniem z klepki dobił bezpański krążek, tym samym zmuszając do kapitulacji Fleury'ego. Długo nie musieliśmy czekać na odpowiedź gospodarzy. W 11. minucie spotkania, James Neal dostał podanie na lewe skrzydło od Małkina i precyzyjnym strzałem umieścił gumę w siatce, wykorzystując lukę w postawie Budaja. Na tablicy widniał remisowy wynik 1:1. w 14. minucie dogodną sytuację na wyjście na prowadzenie miał autor pierwszego gola dla Pingwinów, lecz tutaj szczęście było po stronie Canadiens, gdyż krążek uderzył tylko w słupek, przelatując między parkanami Budaja. Gdy tempo meczu lekko ustało, ponownie skapitulował słowacki golkiper gości. W 16. minucie spotkania Neal wyszukał wjeżdżającego w tercje obronną gości Engellanda, a ten mocnym strzałem uderzył ponad bramkarza i krążek znalazł się w bramce. Na pół minuty przed końcem pierwszej tercji spotkania, na ławkę kar powędrował Bourque i drugą odsłonę gry Pingwiny zaczynały od gry w przewadze. Po mocnym początku Montreal Canadiens, losy meczu odwróciły się na korzyść miejscowych i powoli zaczynali nadawać swój rytm gry.
Wymiana ciosów
Pingwiny nie wykorzystały okresu gry w przewadze, z kolei Montreal w 5. minucie drugiej tercji miał dogodną sytuację do wyrównania, ale tym razem zimnej krwi nie zabrakło Fleury'emu po strzale Gionty. "Co się odwlecze, to nie uciecze" minutę później goście wrócili do gry za sprawą Briere'a, który zdecydował się na nieoczekiwany strzał w długi róg bramki, tym samym myląc golkipera gospodarzy. Szansa na ponowne objęcie prowadzenia stanęła przed Pingwinami w 11. minucie, kiedy to na ławkę kar powędrował Eller. Próbował Neal, następnie Jokinen, ale fantastycznie interweniował Budaj. Minute później nie sprostał jednak naszej perełce z Igrzysk Olimpijskich w Soczi, Maatta mocno uderzył z niebieskiej dając prowadzenie Pingwinom 3:2. Niesamowite tempo meczu ponownie nakręcało się z minuty na minutę, niespełna 120 sekund utrzymywała się jednobramkowa przewaga gospodarzy, gdy ponownie do głosu doszli goście, po wymianie krążka przed bramką, gumę przejął Pacioretty i skutecznie uderzył na bramkę, Fleury próbował zamrozić krążęk ale bez efektu. W 36. minucie Jemielin został ukarany dwoma minutami, ale Pingwiny tego okresu gry w przewadze nie wykorzystały i druga tercja zakończyłą się remisem 3:3.
Bramka za bramkę
Trzecie tercja dała prowadzenie gospodarzom w 47. minucie spotkania, kiedy to P.K. Subban stracił krążek w tercji neutralnej, następnie przejął go Brandon Sutter i sam na sam, strzałem z backhandu pokonał Budaja. Euforia miejscowych nie trwała długo, niespełna trzydzieści sekund później Jemielin uderzeniem z linii niebieskiej doprowadził do wyrówniania, Fleury był w tej sytuacji bez szans, zasłonięcie, nie pozwoliło mu na kontrolę wzrokową krążka. Spotkanie nie straciło ani krzty ze swojego tempa, dwoma minutami został ukarany autor ostatniego gola, Jemielin i gospodarze nie pozostali dłużni. Pingwiny udowodniły, że nie bez powodu są jedną z najlepszych drużyn w NHL, biorąc pod uwagę grę w przewadze. Małkin silnym strzałem, zmusił golkipera gości do wyplucia krążka, a ten trafił do niepilnowanego Niskanena, któremu już tylko pozostało skierować gumę do pustej bramki. Na sześć minut przed końcem meczu, znany ze swojej ostrości w grze, Tanner Glass, został zesłany na ławkę kar aż na pięć minut za niebezpieczny atak na Jemielinie. Podopiecznym Michela Therrien'a wystarczyła minuta gry w przewadzę i ponownie mieliśmy remis. Rozproszona obrona zostawiła niepilnowanego Briere'a, a temu pozostało tylko dobić bezpański krążek z najbliższej odległości. Do końca trzeciej tercji spotkania nie padły już żadne gole więc zwycięzcę musiała wyłonić dogrywka - i ta nie przyniosła skutku, więc doszło do rzutów karnych. W tym aspekcie gry, lepsi okazali się goście, a jedynego gola w rzutach karnych, na miarę zwycięstwa zdobył David Desharnais ustalając wynik spotkania na 6:5 dla przyjezdnych z Montrealu.
Już z soboty na niedzielę, Pingwiny będą mogły się zrehabilitować, podejmując trzecią drużynę Konferencji Zachodniej, czyli Chicago Blackhawks.
Galeria ze spotkania
Pittsburgh Penguins - Montreal Canadiens 5:6 SO (2:1;2:2;2:2;0:0;0:1)
Bramki i asysty: 9. Neal (Małkin, Maatta), 16. Engelland (Neal, Crosby), 31. Maatta (Jokinen, Sutter), 48. Sutter, 53. Crosby (Małkin, Niskanen) – 5. Gallagher (Desharnais, Pacioretty), 27. Briere (Gorges, Parros), 32. Pacioretty (Desharnais, Markov), 48. Jemelin (Bourque, Brière), 55. Briere (Galczeniuk, Plekanec), DRK. Desharnais
Penguins: Fleury – Maatta, Niskanen, Scuderi, Bortuzzo, Orpik, Engelland – Kunitz, Crosby, Gibbons – Jokinen, Malkin, Neal – Glass, Sutter, Kobasew – Pyatt, Vitale, Adams.
Canadiens: Budaj – Gorges, Subban, Markow, Jemelin, Tinordi, Murray – Pacioretty, Desharnais, Gallagher – Briere, Plekanec, Gionta – Galczeniuk, Eller, Bourque – Moen, Parros, Weise.
Sędziowali: Dwyer, Pochmara – Amell, Nowak.



Komentarze