Raport meczowy

Pełen terminarz
NHL

CONSOL Energy Center

Pittsburgh Penguins
NHL
1:4
Final Score
Buffalo Sabres
NHL

Penguins - Sabres 1-4: Seria przerwana

Seria przerwana. Wciąż walczący o playoffs Sabres trafili na nasz słabszy dzień i zafundowali nam spóźnionego dyngusa.

Nie dość, że w świątecznym meczu z Islanders Orpik zmienił stan uzębienia Crosbyego, to wczoraj solidarnie połamaliśmy sobie zęby na Szablach.

Defensywa była kluczem do ostatnich zwycięstw, więc chyba nikt się nie zdziwił, że dosyć monotonnie w ataku zaczęliśmy spotkanie z Buffalo. Na tym tle wyróżniał się Iginla, przejawiający wielką ochotę do gry. Jego formacja z Nealem i Malkinem stanowiła jedyne zagrożenie dla rywali. Pojawiła się szansa na otworzenie wyniku, ale zmarnowaliśmy pierwszą grę w przewadze. Po chwili Weber rzucił na bandę Morrowa i mieliśmy tym razem 4- minutowy PowerPlay. Idealna szansa na zdobycie gola. Tyle, że tak samo pomyśleli goście. Iginla złamał kij przy próbie uderzenia spod niebieskiej, ale ambitnie wrócił do obrony i przerwał kontrę gości. Kiedy niebezpieczeństwo wydawało się zażegnane, brakiem wyobraźni zaskoczył Niskanen. Zamiast uspokoić grę i pozwolić dokonać zmianę Iginli, nasz obrońca podał krążek na łopatkę Portera dzięki czemu ten ostatni mógł zdobyć swojego pierwszego gola w sezonie. Nasza reakcja była niemal natychmiastowa. Wciąż mając przewagę gracza, udaje nam się zamknąć gości w ich strefie. Kunitz podał przed bramkę do Iginli, który poradził sobie z Kaletą i wyrównał stan meczu. Po tym golu spoczęliśmy na laurach i goście to wykorzystali. Dosyć wolno wjechali do naszej tercji obronnej, Ott miał sporo czasu by przymierzyć, przy okazji wykorzystał Eatona jako screen i Vokoun bez szans.

Przebieg pierwszej odsłony mógł zaniepokoić kibiców Pens, a początek drugiej tercji musiał wprawić w osłupienie. Szable poczuły swoja szansę i zaatakowały od początku. Efektem dwa zdobyte gole w krótkim odstępie czasu. Najpierw Hodgson bardzo łatwo objechał naszą bramkę gubiąc po drodze zdezorientowanego Vokouna, a za chwilę znowu pokarał nas Porter. Przy jego próbie podania krążek odbił się od łyżwy Engellanda i to wystarczyło by zmylić naszego bramkarza. Bylsma musiał zareagować. Na lodzie pojawił się Fleury. Wyglądaliśmy jak zamroczony bokser po serii ciosów. Pierwszą groźną akcję w tej odsłonie zawiązaliśmy dopiero w 6 minucie kiedy Kunitz ładnie wyłożył krążek Dupuis, ale strzał tego ostatniego obronił Miller. Chcieliśmy pograć bardziej fizyczny hokej, jednak sędziowie dopatrywali się przewinień. Zamiast niepokoić Millera, musieliśmy sami się bronić, a Flower przy okazji dobrze się rozgrzał. To była koszmarna tercja w naszym wykonaniu. Mieliśmy gonić wynik, a oddaliśmy zaledwie 3 strzały przy 12 gości.

W trzeciej odsłonie było niewiele lepiej. Frustracja narastała, czego efektem były kary dla Neala i Kunitza. Wyraźnie brakowało nam energii i kreatywności. Swojego Hat-tricka mógł jeszcze ustrzelić Porter, ale wynik w ostatniej odsłonie się nie zmienił. Nie tyle Szable pozwoliły nam na oddanie zaledwie 20 strzałów w meczu, co my sami nie kwapiliśmy się do ataków na bramkę Millera.

O takim meczu najlepiej jak najszybciej zapomnieć. Seria kolejnych zwycięstw i liczenie Vokounovi minut z czystym kontem to już przeszłość. Teraz trzeba skupić się na szukaniu „chemistry” w poszczególnych formacjach. Trudno po takim spotkaniu kogokolwiek wyróżniać, ale w tej całej mizerii na pewno cieszy premierowy gol Iginli w naszych barwach, oraz postawa Murraya, który jako jedyny z obrońców nie zakończył spotkania na minusie. Już dzisiaj okazja by zatrzeć złe wrażenie w pojedynku z Rangers.

 

Skrót spotkania

Galeria ze spotkania

Pittsburgh Penguins - Boston Bruins 1:4 (1:2;0:2;0:0)

Bramki: 14. Iginla (Kunitz, Malkin) – 11. Porter, 19. Ott (Pominville, Pardy), 23. Hodgson (Pominville, Pysyk), 24. Porter (Flynn, Sekera)

Komentarze