Devils - Penguins 3-1: Seria przerwana
Bad Saturday. Seria przerwana. Fotel lidera stracony. Nie tak miało to wyglądać. Pingwiny przegrywają w New Jersey z miejscowymi Devils 3:1.
Początek spotkania w naszym wykonaniu był wręcz wymarzony. Już w 2. minucie spotkania Pens wykorzystali pierwszą w spotkaniu grę w przewadze - spod niebieskiej huknął Despres, Sutter zmienił tor lotu krążka i Brodeur nie miał nic do powiedzenia. Pingwiny grały agresywnie, dobrze kryły rywali, co prawda dosyć często łapaliśmy kary, ale nasz PK spisywał się wręcz wyśmienicie. Po pierwszej tercji naprawdę śmiało mogliśmy spoglądać w dalszą część spotkania.
W drugiej tercji nasza gra uległa jednak znaczącemu pogorszeniu. Nie potrafiliśmy w skuteczny sposób zagrozić bramce Brodeura. Devils za to wzięli się do roboty i ruszyli na bramkę Fleury'ego. Bramka dla gospodarzy wydawała się być tylko kwestią czasu, i tak było. Pod koniec drugiej odsłony stan meczu wyrównał Matteau. Matteau? Kto to w ogóle jest? A otóż jest to tegoroczny wybór Devils w 1. rundzie draftu. Dla 18-letniego Amerykanina dzisiejszy gol strzelony Pingwinom był jego pierwszym w NHL, był to także pierwszy punkt dla młodziutkiego skrzydłowego.
Po drugiej tercji miałem bardzo złe przeczucia przed ostatnią częścią spotkania. Przeczucia te niestety się sprawdziły. Graliśmy słabo, łapaliśmy bezmyślne kary, to musiało się w końcu na nas zemścić. Nasz PK na chwilę stracił czujność i w 51. minucie Diabły rozklepały obronę Penguins. Butler strzelił po podaniu od Kowalczuka, krążek odbił się od słupka, ale dobił go Henrique i mieliśmy 2:1. Chwilę po tym karę łapie Małkin i 3:1. Trzecia bramka wpadła w podobny sposób jak druga, a jej zdobywcą okazał się Butler. Pingwiny zamiast otrząsnąć się po dwóch, szybko straconych bramkach łapały kolejne kary. Jedna za drugą... Niestety grając niemal cały czas w osłabieniu nie byliśmy w stanie odwrócić losów tego spotkania.
Jutro rewanż z Devils w Pittsburghu. Miejmy nadzieję, że jutro powrócimy na fotel lidera naszej dywizji i rozpoczniemy nową serię zwycięstw.



Komentarze