M54.: LAK - PIT 1:4 - Los Angeles podbite
Kings nie sprostali Penguins. Pittsburgh z Zatkoffem w bramce pewnie wygrał w Los Angeles 4:1. Bramki dla naszej drużyny zdobywali Małkin, Kunitz, Jokinen oraz Glass.
Perfekcyjny początek
Spotkanie na ciężkim terenie w Los Angeles świetnie rozpoczęło się dla Pingwinów. Nie po raz pierwszy w tym sezonie udaje się zdobyć bramkę już w pierwszej minucie meczu. Na zegarze była 57 sekunda, kiedy to Małkin wpakował krążek do bramki Kings. Świetnym dograniem przy golu popisał się Jussi Jokinen, zagrywają krążek z pół obrotu przez plecy, wzdłuż pola bramkowego. W następnych minutach gra Penguins wyglądała bardzo pewnie w obronie, do czasu złapania kary przez Kunitz'a. Gospodarze spotkania szybko wykorzystali grę w przewadze. Na doprowadzenie do remisu Kings wystarczyło 16 sekund - Zatkoff'a pokonał Anze Kopitar. Nasz bramkarz powinien się trochę lepiej zachować w tej sytuacji.
Kibice z Los Angeles z remisu cieszyli się niespełna dwie minuty. W jednej sytuacji ich ulubieńcy dopuścili się dwóch przewinień na Geno, co poskutkowało podwójnym osłabieniem. Nasz 'power play' nie zawiódł. Bardzo szybko zrehabilitował się Kunitz, pokonując Quick'a po świetnie rozegranej akcji przez Crosby'ego i Jokinena. Po bramce nadal graliśmy w przewadze i ponownie udało się ją wykorzystać. Małkin zrewanżował się Jussiemu za asystę przy pierwszej bramce, świetnie odnajdując Fina na środku tercji, a ten mocnym i precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza Kings.
Gol meczu w wykonaniu Glassa
Druga tercja nie była już tak porywająca jak pierwsza, przede wszystkim słabo prezentowała się ofensywa Królów. Z kolei nasza obrona nie popełniała większych błędów, przez co po stronie start była nadal tylko jedna bramka. Ataki Pens nie były już tak skuteczne jak w pierwszej odsłonie ale pozwalały na utrzymanie krążka z dala od naszej bramki. W 32 minucie doczekaliśmy się czwartej bramki dla Penguins. Broniącego od początku tercji Jones'a pokonał Tanner Glass. Gol ten był ozdobą meczu, uderzenie z backhandu w samo okienko bramki, majstersztyk. Druga część meczu była najbardziej obfitująca w strzały, jednak były to uderzenia marnej jakości, z którymi bramkarze radzili sobie bez problemów.
Popis Zatkoffa
Na trzecią tercję Penguins wyszli z widocznym nastawieniem utrzymania wyniku, co mogło się zemścić na naszych ulubieńcach. Obrona popełniła kilka błędów, których nie było we wcześniejszych fazach spotkania ale zaporą nie do przejścia okazał się nasz bramkarz. Zdecydowana przewaga w strzałach po stronie Kings (3 do 12) pozwoliła wykazać się Jeffowi. Golakeeper Pingwinów pokazał najwyższe umiejętności zatrzymując w sytuacjach sam na sam Justina Williamsa i Kopitara, przez co wynik już się nie zmienił.
Podsumowując mecz dobry w wykonaniu Pens, nie perfekcyjny zważywszy na trzecią tercje ale zwycięstwo cenne. Obrona spisywała się bez zarzutu pod nieobecność Letang'a, co daję trochę do myślenia. W ofensywie wyróżnić trzeba przede wszystkim duet Małkin-Jokinen, dzięki któremu słabsza postawa Neala czy naszego kapitana nie była tak widoczna. Po raz kolejny punktuje też Matt Niskanen, zaliczając w tym meczu dwie asysty (24 i 25 w sezonie).
Los Angeles Kings - Pittsburgh Penguins 1:4 (1:3;0:1;0:0)
Bramki i asysty: 10. Kopitar (Doughty, Wojnow) – 1. Malkin (Jokinen, Neal), 11. Kunitz (Jokinen, Crosby), 12. Jokinen (Malkin, Niskanen), 32. Glass (Niskanen, Maatta).
Los Angeles Kings: Quick (od 21. Jones) – Muzzin, Doughty, Regehr, Wojnow, Mitchell, Greene – King, Kopitar, Carter – Lewis, Richards, Williams – Clifford, Stoll, Brown – Nolan, Fraser, Toffoli.
Pittsburgh Penguins: Zatkoff – Orpik, Martin, Scuderi, Letang, Maatta, Niskanen – Kunitz, Crosby, Gibbons – Jokinen, Małkin, Neal – Glass, Sutter,Megna – Pyatt, Adams, Engelland.
Sędziowali: Jackson, Walsh – Wheler, Cormier.



Komentarze