M52.: DAL - PIT 3:0 - Fatalna gra w Teksasie
Pingwiny po fatalnym spotkaniu w Dallas przegrały z miejscowymi Gwiazdami 0:3. W tym meczu nic nie szło po myśli drużyny z Pittsburgha. Jedynym pozytywnym punktem był Marc-Andre Fleury.
Gonczar na otwarcie
Atmosfera w American Airlines Center, zarówno na lodzie jak i na trybunach, przypominała raczej rodzinny piknik niż prawdziwe hokejowe starcie. W pierwszych dziesięciu minutach działo się tyle co nic. Pingwiny na początku częściej od gospodarzy znajdowali się w posiadaniu krążka, ale nie mogły poradzić sobie z oddaniem celnego strzału. Nie pomogła także gra w przewadze po karze Dillona w 9. minucie.
Druga część tercji różniła się tylko tym, że do gry pobudziły się Gwiazdy. Wszystkie dzięki bramce Gonczara w 16. minucie spotkania, który mocnym uderzeniem ze środka zakończył zamek swojego zespołu podczas gry w PP. Dallas po bramce Rosjanina znacznie częściej zagrażało bramce Fleury'ego. Pingwiny w tym samym czasie wciąż nie mogły rozegrać składnej akcji, w naszej grze dominowały niecelne podania i strzały. W pierwszych dwudziestu minutach zdołaliśmy oddać oszołamiającą ilość czterech strzałów na bramkę Lehtonena.
Katastrofy ciąg dalszy
W drugiej tercji obraz gry nie uległ żadnej zmianie. Już w 24. minucie Gwiazdy ponownie wykorzystały grę w przewadze i odskoczyły na dwubramkowe prowadzenie. W ostatniej sekundzie PP Flowera pokonał Jamie Benn.
Gdy w grze Pingwinów w końcu coś drgnęło, gospodarze w 31. minucie zaaplikowali podopiecznym Dana Bylsmy kolejną bramkę. Duet Peverley - Horcoff ładną dwójkową akcję zamienił na trzecią bramkę dla Stars i sytuacja Pens stawała się coraz bardziej fatalna.
Pingwiny myśląc o odrobieniu strat musiały w końcu zdobyć swoje pierwsze trafienie. Pittsburghowi jednak w tym spotkaniu nie układało się zupełnie nic, zawodzili wszyscy zawodnicy na czele z Crosbym i Małkinem. Ciężko o zdobycie bramki kiedy po 40. minutach oddało się zaledwie 12 celnych strzałów, które w większości nie stanowiły żadnego zagrożenia dla Lehtonena.
Rozregulowane celowniki
W trzeciej tercji Pittsburgh w końcu zdołał częściej atakować bramkę Lehtonena. Golkiper Stars jednak ani myślał dać się pokonać. Pens nie potrafili wykorzystać swojej największej broni jaką jest gra w przewadze, a okazji nie brakowało.
Dallas w ostatniej odsłonie postawił głównie na grę defensywną. Z przewagą trzech bramek Gwiazdy nie musiały wysilać się w ofensywie. Pittsburgh przed całkowitą kompromitacją ratowały słupki i dobrze spisujący się tego wieczora Flower. Jego wysiłki zdały się jednak na niewiele bowiem jego partnerzy nie zdołali nawet ustrzelić honorowego trafienia.
Teraz wracamy do domu na jedno spotkanie. W poniedziałek Pens zmierzą się z Buffalo Sabres po czym ponownie wyruszą na zachód.
Dallas Stars - Pittsburgh Penguins 3:0 (1:0;2:0;0:0)
Bramki i asysty: 16. Gonczar (Whitney, Lehtonen), 24. Jamie Benn (Goligoski, Seguin), 31. Peverley (Horcoff)
Stars: Lehtonen – Goligoski, Daley, Jordie Benn, Dillon, Rome, Gonczar – Jamie Benn, Seguin, Nikuszkin – Roussel, Eakin, Garbutt – Whitney, Fiddler, Cole – Peverley, Horcoff, Chiasson.
Penguins: Fleury – Orpik, Martin, Scuderi, Letang, Määttä, Niskanen – Kunitz, Crosby, Kobasew – Jokinen, Małkin, Neal – Pyatt, Sutter, Megna – Glass, Ebbett, Adams.
Sędziowali: O'Halloran, Walsh – Murray, Lazarowich.



Komentarze