M60.: CHI - PIT 5:1 - Klęska na Soldier Field
Pingwiny przegrywają pojedynek z Blackhawks i walkę z pogodą na Soldier Field. Podopieczni Dana Bylsmy po fatalnym spotkaniu przegrali z Chicago 5:1 w meczu rozegranych w ramach Stadium Series.
Fatalna pierwsza tercja
Podczas rozgrzewki na Soldier Field temperatura wynosiła -8 stopni Celsjusza, ale temperatura oczuwalna wynosiła już -15 stopni. Do tego zawodnicy musili zmagać się z obifymi opadami śniegu. Opady nie ustały do początku spotkania co znacznie utrudniało grę zawodnikom.
Pingwiny kompletnie nie mogły się odnaleźć w grze na zaśnierzonym lodowisku. Pierwszą tercję całkowicie zdominowało Chicago, które oddało aż 14 strzałów na bramkę Flowera, przy tylko 5 uderzeniach Pittsburgha. Fatalnie też wyglądała statystyka wznowień, która po pierwszej tercji wynosiła 15-4 dla Blackhawks.
Gospodarze nie zdołali wykorzystać dwóch gier w przewadze, ale bramka w końcu padła w 16. minucie spotkania. Sharp otrzymał podanie od Toewsa i idealnym uderzeniem na dłuższy słupek pokonał Fleury’ego.
Pingwiny pod koniec tercji miały swoją pierwszą okazję podczas gry w przewadze, okazję nie wykorzystaną. Po 20. minutach gry Blackhawks w pełni zasłużenie prowadziło 1:0. Pingwiny zdecydowanie musiały coś zmienić w swojej grze.

Przygody ciąg dalszy
W drugiej tercji gra Pens nie uległa znacznej poprawie. Więcej było strzałów, ale za to masa niewykorzystanych świetnych okazji. Pingwiny nie mogły wbić bramki Jastrzębiom w przewadze, dobre sytuacje marnowali nasi najlepsi strzelcy - w tym spotkaniu nic nie szło po naszej myśli. Dodatkowo obrona, niemal już tradycyjnie, pozostawiała wiele do życzenia.
W 11. minucie spotkania Toews wpakował gumę do bramki strzałem pomiędzy parkany Flowera, a kilka minut później krążek do siatki skierował Versteeg po podaniu Kane'a i było już 3:0. Przy trzeciej bramce Chicago nasza obrona była na "wycieczce" w tercji neutralnej.

Honorowe trafienie dla Pens
W trzeciej tercji Pingwiny mocno wzięły się do roboty. Gra w końcu wyglądała na przyzwoitym poziomie. W 47. minucie po zamieszaniu pod bramką Crawforda, samobója do własnej bramki wbił Seabrook i było 3:1.
Pittsburgh walczył, szukał bramki kontaktowej, ale w 54. minucie wszystkie wątpliwości rozwiał Bickell, który ponownie dał gospodarzom trzybramkowe prowadzenie. Wynik spotkania ustalił na dwie minuty przed końcem meczu Toews.
Z Chicago zamiast efektownego zwycięstwa wywozimy fatalne statystyki, szczególnie w przewadze. Pingwiny przegrały mecz w pierwszych dwóch tercjach, po części przegrały także walkę z pogodą, ale to jedynie w minimalnym stopniu usprawiedliwia naszą słabą grę.

Chicago Blackhawks – Pittsburgh Penguins 5:1 (1:0;2:0;2:1)
Bramki i asysty: 16. Sharp (Toews, Leddy), 31. Toews, 37. Versteeg (Kane, Handzuš), 54. Bickell (Saad, Rozsíval), 58. Toews – 47. Neal.
Blackhawks: Crawford (Raanta) – Seabrook, Keith, Hjalmarsson, Oduya, Rozsíval, Leddy – Hossa, Toews, Sharp – Kane, Regin, Versteeg – Saad, Shaw, Bickell – Smith, Kruger, Bollig.
Penguins: Fleury (Zatkoff) – Niskanen, Maatta, Bortuzzo, Scuderi, Engelland, Orpik – Gibbons, Crosby, Kunitz – Neal, Malkin, Jokinen – Kobasew, Sutter, Glass – Adams, Vitale, Pyatt.
Sędziowali: Joannette, Rooney – Nansen, Sharrers.



Komentarze