ECF #4: Bruins - Penguins 1:0 - Czas na rewolucję
Finał rozgrywek o Puchar Stanleya nie dla nas. Odpadamy w najgorszy z możliwych sposób - poprzez sweep w Finale Konferencji. Czas na rewolucje. Czeka nas gorące lato.
Pierwsza połowa pierwszej tercji należała zdecydowanie do Pingwinów. Podopieczni Dana Bylsmy na szczęście zdołali się podnieść po ostatniej bolesnej porażce po dwóch dogrywkach. Okazje były, ale bramki nie padały. W wyśmienitej sytuacji znalazł się Crosby, który niemal w sytuacji sam na sam z Raskiem nie zdołał go pokonać. Mieliśmy także PP, ale ten element gry w tej serii jest zaklęty.
W drugiej połowie tercji Bruins nieco się ożywili i nabili trochę strzałów. Na szczęście dobrze spisywał się Vokoun, który bez większych problemów bronił wszystkie krążki zmierzające w kierunku jego świątyni. Pittsburgh także nie spuszczał z tempa i tworzył sobie kolejne sytuacje. Wszystko jednak zatrzymywał Rask i po pierwszej tercji mieliśmy bezbramkowy remis.
Druga tercja to ponownie wymiana ciosów pomiędzy Pingwinami, a Miśkami. Po raz kolejny obie drużyny dostały po jednym okresie gry w przewadze, po raz kolejny udało się obronić obydwu drużyną w osłabieniu. Obie drużyny zaliczyły także trafienie w słupek - wpierw Daugavins trafił w spojenie bramki Vokouna, a w końcowych sekundach drugiej odsłony bramkę Bruins obił Dupuis.
Tercja pełna hokejowych szachów z przewagą naszej drużyny, która oddała w niej 11 strzałów przy 6 interwencjach Vokouna. Bramek nadal nie uświadczyliśmy.
Trzecią tercję Pingwiny rozpoczęły ponownie agresywnie i w 46. minucie padła w końcu pierwsza bramka, niestety nie było to trafienie Pens. Marchand podał do McQuaida, który fantastycznie przymierzył i strzałem w samo okno bramki Vokouna wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Nasz GK był bez najmniejszych szans. Nadzieja gasła...
I zgasła do końca równo z końcową syreną. Cóż można powiedzieć po tej serii... Z pewnością Pingwiny nie były tą drużyną, którą znaliśmy. Boston grał dobrze, konsekwentnie, ale serię przegrywamy w większej mierze poprzez postawę naszej drużyny. Kompletnie niewidoczny Crosby, Małkin, Neal, Iginla - wiele by można wymieniać. Zapewne nie będziemy czekać zbyt długo na pierwszy ruch klubu w postaci zwolnienia Bylsmy.
Można powiedzieć, że czeka nas teraz sezon ogórkowy - nic bardziej mylnego. Zapowiada się bardzo gorące lato w Pittsburghu, lato jakiego w Mieście Stali nie było od lat.
Boston Bruins - Pittsburgh Penguins 1:0 (0:0;0:0;1:0)
Bramki: 46. McQuaid (Marchand, Bergeron)
Boston Bruins: Rask (Chudobin) – Boychuk, Chára, Seidenberg, Ference, McQuaid, Krug – Horton, Krejčí, Lucic – Jágr, Bergeron, Marchand – Seguin, Daugavinš, Peverley – Thornton, Kelly, Paille
Pittsburgh Penguins: Vokoun (Fleury) – Martin, Orpik, Letang, Murray, Niskanen, Engelland – Dupuis, Crosby, Kunitz – Iginla, Malkin, Neal – Morrow, Sutter, Cooke – Kennedy, Bennett, Adams
Sędziowie: Walkom, Furlatt – Kovachik, Heyer



Komentarze