Pingwiny ratują życie

Społeczność fanów NHL to coś znacznie więcej niż grupa osób lajkujących posty w mediach społecznościowych. Udowodnili to fani Pittsburgh Penguins, którzy uratowali w tym roku życie jednej z kibicek Pens. Cała historia rozpoczęła się jeszcze w poprzednim sezonie. 31 marca 2018 roku, Kelly Sowatsky przyszła na mecz Penguins z poniższym bannerem:

Kelly pilnie potrzebowała nowej nerki, brak szybkiej operacji zagrażał jej życiu. Była wpisana na listę oczekujących na transplantację, ale to nie gwarantowało jej sukcesu. Historia jej choroby rozpoczęła się w 2015 roku kiedy to po raz pierwszy wylądowała w szpitalu. Wszystko przez sepsę, która spowodowała, że Sowatsky przez 12 dni była podpięta do respiratora w szpitalu, a choroba zaatakowała jej płuca oraz nerki. Najbardziej ucierpiały te drugie narządy, których wydajność spadła do 7%. Czas upływał, lekarze powiedzieli jej, że na nową nerkę będzie musiała czekać od 4 do 5 lat. Kolejna infekcja, czy nawet drobne przeziębienie, mogło ją zabić.

W rodzinie Kelly nie mogła znaleźć dawcy. Jedyną zgodną osobą była matka Kelly, ale niestety i ona miała problemy z nerkami. Amerykanka czekała dwa lata po czym wzięła sprawy we własne ręce. Ona i jej narzeczony to ogromni fani Penguins, często pojawiają się na meczach w PPG Paints Arena, czemu więc nie zwrócić uwagi na siebie na hali? To okazało się strzałem w dziesiątkę.

Pierwsza próba nie była jednak sukcesem. 29 marca Kelly pojawiła się już z podobnym bannerem w hali, ale nie zwrócił on dużej uwagi ludzi. Dopiero druga próba, dwa dni później, z bannerem w jasnym kolorze oraz obecności przy bandach podczas rozgrzewek Kelly zwróciła na siebie atencję.

Wszystko dzięki Andiemu Paralmanowi, który zarządza social media Penguins. To on zauważył nietypowy neonowy banner, posłał klubowego fotografa żeby wykonał odpowiednie zdjęcie i wstawił na Twitterze podczas spotkania poniższy post:

Post ten prawdopodobnie uratował życie Kelly. Zauważył go bowiem inny fan Penguins, mieszkający kilkaset kilometrów od Pittsburgha, Jeff Lynd. Zadzwonił on na numer telefonu, który podała Kelly i powiedział, że jest gotowy oddać swoją nerkę.

- Zobaczyłem banner przy bandach podczas rozgrzewki drużyny. Nigdy nie widzieliśmy podobnego plakatu na meczu. Pomyślałem, że jeśli możemy pomóc w takiej sprawie, to na pewno warto spróbować. Z perspektywy czasu wydaje się to abstrakcyjne, że dzięki naszemu jednemu tweetowi daliśmy Kelly nową nerkę - powiedział Paralman.

Sam tweet rzecz jasna poszedł jako viral. Ponad pół miliona wyświetleń, temat podłapały także inne media, ale gdy to zrobiły było już dawno po sprawie. Bowiem Jeff zdecydował się pomóc Kelly natychmiastowo.

- Pittsburgh to miasto, z którego pochodzę. Tam są moje korzenie. Od dziecka jestem wielkim fanem Penguins. Fani Pens to dumna grupa. Ich miłość do drużyny jest bezgraniczna. Ich poświęcenie jest ogromne - mówi Lynd.

W listopadzie cała historia zakończyła się happy endem i 13 godzinną operacją w Pittsburghu. UPMC czyli główny partner medyczny Penguins, wykonał transplantacje, po której życie Kelly nie jest już zagrożone. Na wysokości zadania stanął również sam klub, który zapewnił Sowetsky wsparcie medyczne. Operację wykonał lekarz, który na co dzień współpracuje także z zawodnikami Pens. Wsparcie medyczne było więc na najwyższym możliwym poziomie bowiem Pittsburgh jako miasto jest znany również jako jeden z lepszych ośrodków medycznych w Stanach Zjednoczonych.

- Nie ma takich słów, które wyraziłyby moją wdzięczność wobec Jeffa, ponieważ dosłownie uratował on moje życie. Także lekarze. Penguins są powodem, przez który moje życie zostało ocalone. Jeśli nie połączyłaby nas nasza miłość do Pens... - mówi Kelly.

Co na to wszystko Lynd? - Kelly za każdym razem gdy mnie widzi płacze i ciągle mi dziękuje. Ja wtedy odpowiadam, że powinna podziękować Mario Lemieux. Jeśli Mario nie uratowałby drużyny, dzisiaj by nas tutaj nie było - powiedział pingwini bohater.

Kelly przyznaje, że to właśnie Penguins byli jej główną odskocznią od choroby w ostatnich latach. Mówi, że za każdym razem gdy oglądała mecz Penguins, czuła się lepiej i mogła na chwilę zapomnieć o jej problemach.

Matka Kelly mówi wprost - to cud. I prawdziwy pokaz siły społeczności fanów Penguins, fanów hokeja.

Cała historia zakończyła się więc happy endem, a klub ostatnio zaprosił Kelly i Jeffa do loży VIP na jedno ze spotkań Penguins. Ich historia została jeszcze raz przypomniana kibicom na jumbotronie i w telewizji - w tym także mi. Historia bardzo inspirująca, ale także bardzo amerykańska. Najważniejsze, że wszystko zakończyło się dobrze i historia poszła w świat jako dobra opowieść o fanach hokeja. Cała sprawa wydarzyła się w Pittsburghu, ale zapewne gdyby podobna sytuacja miała miejsce w Washingtonie czy Nowym Jorku, sprawa zakończyłaby się identycznie.

POLECANY ARTYKUŁ
Zobacz film dokumentalny "Pittsburgh is our home"
Film przygotowany specjalne z okazji 50-lecia istnienia klubu.